Lotnisko

trafiają tutaj tylko zagubione statki
i samochody z GPS posiadającym funkcję wehikułu czasu
dzisiaj spotkaliśmy czterech chłopców na crossowych motorach
jeden z nich odwrócił głowę i pozdrowił nas uniesioną dłonią
patrolują teren mknąc z rykiem silników po krzyżujących się drogach
wysypanych białym kredowym żwirem i nie podlegających już zarządowi komunikacji miasta
gdzieniegdzie stoją samotne domy zamieszkałe przez outsiderów którzy nie obawiali się
zanurzyć w rozległej przestrzeni ani sięgać pamięcią do ubiegłych wieków
czasami próbujemy czegoś się od nich dowiedzieć ale są niedostępni znikają szybko w kurzu
szutrowych dróg albo ukrywają się za szybami okien odbijającymi promienie słońca
nie oni jednak – mieszkańcy zatrzymanego czasu – są strażnikami tajemnicy
można się do niej zbliżyć przechodząc przez uchylone wrota niewielkich cmentarzy
gdzie spoczywają osadnicy którzy dotarli na lotnisko statkami parowymi z Europy
przez wzburzone fale Atlantyku tylko po to by po latach odnaleźć ukojenie w falujących
na kontynentalnym wietrze niekoszonych trawach – statki i ich pasażerowie grzęzną w zapomnieniu
a deszcze i surowy klimat powoli zwyciężają ostro wykrojone dłutem kamieniarza litery nazwisk
przybyli i odeszli coraz słabsze są głosy i szepty niknące w kamieniu
który milczy skruszały jak długo żyli ile lat ile miesięcy ile dni
rozsypujące się groby żyją bo umarła idea lotniska samoloty pasażerskie
przelatują wysoko nie otwierając nawet podwozi gdzieś ponad łąkami i jastrzębiami
wypatrującymi łowu krążą tylko szybowce i małe szkoleniowe samoloty
zabierające na pokład tych którzy pragną uzyskać krótkoterminową licencję marzyciela

jak okiem sięgnąć uprawne pola porzucone domy
i drzewa oplecione dziką winoroślą czas trwa tutaj nigdy nie odchodzi
od ponad trzydziestu lat przyjmuje rozbitków zagubionych w kalendarzu świata
obcych ciągnących za sobą tekturowe walizki i pełen lśniących okuć emigrancki kufer
lotnisko przecinają zardzewiałe tory kolejowe nie wiadomo
w którą stronę biegnie szlak żelaznego konia zarośnięty
niepewnymi przyszłości trawami i zawsze ufnymi kaczeńcami
przez drogę przebiegają łasice z młodymi i wystraszona wiewiórka chipmunk
jest cicho słychać tylko szum wiatru buczenie os i śpiew ptaków
w sierpniowe noce można podobno usłyszeć wycie szarych wilków
i zobaczyć opadające w pola kukurydzy meteoryty mający bujną wyobraźnię
wierzą że na lotnisku lądują statki kosmiczne zaginionych cywilizacji
samoloty utracone w katastrofach i strącone przez bomby zamachowców
ci którzy mocno stoją na ziemi i trafili tutaj przypadkiem albo przez zagubienie
widzą jedynie ułamek prawdy odbicie w kropli deszczu złudzenie miraż fatamorganę
niedzielnych rowerzystów uciekających przed nawałnicą porzucony
w trawie czerwony wyścigowy samochód ciebie idącą w sukience w kwiaty
z podniesionymi w niebo ramionami zakochanych w dojrzałym wieku
zatrzymujących w dłoniach każdą chwilę zarezerwowaną
na lotnisku bez przyszłości i historii siedzących przy kawie
na rozkładanych krzesłach na łące i czekających
na głos wzywający pasażerów do wejścia na pokład

 

Aleksander Rybczyński

 

O autorze:

Aleksander Rybczyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. Mieszka w Kanadzie. Strona autorska

.

.

Hits: 10

Leave a comment

Your email address will not be published.


*


 

Don`t copy text!