Rex Hotel

 

Wieczory na ogół spędzali w domu, oglądali telewizję, dużo czytali, starając się poznać twórczość najbardziej znanych kanadyjskich autorów: Margaret Atwood, Leonarda Cohena, Alice Munro, Witolda Rybczynskiego. Przeglądali też codzienne gazety i przewodniki.
Michał przeczytał artykuł o alternatywnej scenie muzycznej Toronto i podzielił się z Marią informacją, która go zafascynowała. El Mocambo na Spadina Avenue było legendą – w 1977 roku Rolling Stones zagrali w tym klubie sekretny koncert pod pseudonimem „The Cockroaches”, a trzy lata później, w grudniu 1980 roku, U2 wystąpili tam po raz pierwszy w Kanadzie, gdy jeszcze nikt ich nie znał.
— Może wybierzemy się? To niedaleko stąd, na Spadina Avenue, możemy nawet dojechać tam tramwajem.
Gdy dotarli na miejsce, okazało się, że tego wieczoru nie dzieje się nic ciekawego.
Mimo to weszli i rozejrzeli się po sali. El Mocambo nigdy nie było miejscem eleganckim, ale ceglane ściany, niski sufit, kilka stolików przy scenie, bar wzdłuż bocznej ściany zastawiony butelkami, nadal miał w sobie magiczny czar legendarnego lokalu. Na scenie stały porzucone statyw i monitor, jakby zespół miał przyjść za godzinę. Przy barze siedziało kilku stałych bywalców. Michał spojrzał na wiszący za barem plakat z koncertu Stonesów z 1977 roku — z wizerunkiem tego samego neonowego palmowego klucza, co na zewnątrz. W tym właśnie miejscu, zapisała się jedna ze stron historii rock and rolla.
Michał chciał jednak posiedzieć przy muzyce granej na żywo i zaproponował znajdujący się w pobliżu Rex Hotel — hałaśliwy, robotniczy pub, do którego ludzie przychodzili głównie po to, żeby się upić po ciężkim dniu pracy, zanim wrócą do domu i padną przed kolejnym dniem harówki. Ktoś w Instytucie wspominał mu jednak, że właściciel od niedawna, czasem wieczorami, pozwalał zagrać któremuś z zaprzyjaźnionych bywalców-muzyków — podobno zdarzyło się, że jeden z nich wszedł kiedyś z trąbką i przemaszerował przez klub, grając „When The Saints Go Marching In”, a szef postawił mu drinka za tę odwagę. Od tamtej pory muzyka pojawiała się tam coraz częściej, choć nikt jeszcze nie nazywał tego miejsca jazzowym klubem.
— Jazzmani to muzycy wyobraźni i improwizacji. Nie grają tego, co zapisane w nutach – grają to, co czują w danej chwili. Może dzisiaj spotkamy ich w Rexie!
Lokal mieścił się na 194 Queen Street West, stał na rogu ulic i był dwupiętrowym budynkiem, z hotelem na piętrach i restauracją na parterze. W drzwiach napotkali ochroniarza, biletera, który brał 5 dolarów od osoby za wstęp. W głębi lokalu był bar z wysokimi krzesłami, przy którym stali bywalcy z piwem w ręku, obojętni na to, co dzieje się na scenie — a w głębi sali, przy gęsto ustawionych stolikach, siedzieli ci, którzy przyszli posłuchać.
Mieli szczęście. W Rexie występował kwartet jazzowy: saksofon tenorowy, fortepian, kontrabas i perkusja – klasyczny skład, który uwielbiali fani hard bopu.
Kiedy znaleźli miejsce przy stoliku, muzycy zagrali cover Johna Coltrane’a „Blue Train”. Obsesyjny motyw wypełnił zadymioną salę. W połowie występu Michał dostrzegł Susan z instytutu. Siedziała z mężczyzną przy stoliku w pobliżu wejścia. Skinęła głową na powitanie, wstała i podeszła. Muzyka była głośna, ludzie rozmawiali. Ledwo było słychać, co mówi.
— …nie powinieneś tam pracować… — usłyszał strzępy zdania. — …nie wiesz, co… — Głos zanikał w hałasie.
— Przepraszam? — nachylił się.
Susan spojrzała na niego intensywnie.
— …uważaj… — powiedziała, ale saksofonowe solo zagłuszyło resztę zdania.
Chwilę później odeszła, zostawiając Michała z uczuciem niepokoju. Czy dobrze zrozumiał? Czy to było ostrzeżenie?

Aleksander Rybczyński

 

Akcja powieści „Niewidoczna strona” toczy się w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Starałem się opisać świat, którego młodzi nie znają, a o którym starsi dawno zapomnieli. Z lektury dowiesz się, dlaczego trzeba było dziesięć lat czekać na telefon, ale także dlaczego wolność miała kiedyś prawdziwe znaczenie. Jest to powieść emigracyjna, a sensacyjny wątek pomaga tylko dostrzec rzeczy, które były przed nami ukrywane. Ale ten nostalgiczny, a czasem nawet ostrzegawczy ton sprawia, że książka ma wydźwięk zupełnie współczesny. Jest próbą opisania zagrożeń, które zbliżają się do nas z głębi przeszłości. Czy ucieczka bohaterów w dążeniu do pełni wolności zakończy się powodzeniem? Dowiesz się tego, poznając „Niewidoczną stronę”, która będzie dostępna jako eBook późną jesienią

Leave a comment

Your email address will not be published.


*


Click to access the login or register cheese
Don`t copy text!